26.01.2019

Grudniowy spacer po Cazale

Zadomowiłem się w Cazale - spędzając tyle czasu w wybranym sobie miejscu na Ziemi - człowiek zapuszcza korzenie. Brakowało mi jednak ostatnio Elizabeth oraz moich bliskich. - Nie łatwo jest dzielić swój świat na dwa światy - a mam cały świat - w oczach, sercu, wspomnieniach. 

- Grudzień 2018 roku sprzyjał refleksjom. Wiele się udało, wiele jednak zostało do zrobienia - czy znajdą się kontynuatorzy naszej idei, naszej misji - naszego małego dzieła - dla Polonii haitańskiej, dla haitańskich przyjaciół, dla haitańskich dzieci - którzy tak mają marzenia, którzy być może nie liczą na wiele - ale pokochali naszą obecność, przyzwyczaili się do mnie i Elizabeth - do naszych spacerów, do naszej aktywności mobilizującej mieszkańców nie tylko Cazale - do czynienie tego, co przynosi polepszenie poziomu ich życia. Wiele tego - spacerkiem z plecakiem na plecach odwiedziłem miejsca tak dobrze mi już znane. 

Uściski serdeczności - to najcenniejsza zapłata niewygody lub trudu realizacji pragnień. Tylko tyle - bo cóż można oczekiwać od ludzi potrzebujących tak wiele a cieszących się czymkolwiek. Wspaniali przyjaciele i wspaniali Polonusi, w których żyłach płynie zapewne wiele polskiej krwi - bo nie sposób pojąć tak wielkiej woli utrwalenia pamięci o Polakach - legionistach francuskich, którzy postawili się rozkazom Francuzów i wsparli rodzącą się wolną od ucisku społeczność haitańską.


W Polsce raczej nie ma już miejsc, gdzie dzieciom brakuje dętek i opon do rowerów. W Cazale nadal jest to problem - więc może znajdzie się darczyńca, który odezwie się i wyśle tym haitańskim dzieciom w darze - dętki i opony. Dobrze, gdyby taki się znalazł. 


Na każdym kroku serdeczność. Takich chwil się nie zapomina, takich ludzi się pragnie spotykać. - Ogromna przepaść ekonomiczna, jaka dzieli Polskę i Haiti sprawia, że kamienne drogi nie sprawiają bólu chodzenia po nich - chociaż przypominają, że na świecie nie jest aż tak wspaniale, jak można to sobie wyobrażać. Przywykliśmy, jak przywykłem - chociaż brak dobrej opieki medycznej daje się we znaki. - Nie narzekam jednak - nie wszystkim ludziom jest dane poznać tak wiele, jak udało się nam - mojej rodzinie. Być może zapłaciliśmy zbyt wysoką cenę za spełnienie tych wszystkich podróży - ale nie ma róży bez kolców. Wszystko w bożej opatrzności. 


Papa Doc, czyli Francois Duvalier - rękami zbrodniarzy z brygad śmierci dokonał masakry na ludności Cazale. 27 marca 1969 roku - potomkowie Polaków na Haiti - mieszkańcy Cazale i ich przyjaciele - odczuli reżim, jak mało kto - ofiary udało się dzięki wielu zabiegom uhonorować tablicą pamiątkową i uroczystością z tej okazji - o czym pisaliśmy tutaj oraz udokumentowaliśmy te fakty ku potomności. 




Mały - wielki człowiek. - Oby kiedyś, gdy dorośnie miał wiele wspomnień o tym, jak my Polacy wnosiliśmy w ich świadomość poczucie godności i solidarności. To cenny uścisk dłoni. Takich momentów można w Cazale doświadczyć wiele. W sercu kwitnie nadzieja, że praca nie idzie na marne. Piękne uczucie i refleksja - naprawdę warto. - Aby byli kontynuatorzy, aby nie uschły te ziarenka polskości, jakie zasialiśmy w Cazale i mieszkańcach tej, jakże polskiej wioski.


Nie wszystko można przełożyć na język mówiony - gest dopełnia zawsze zdania. Dobrze jest przejść się po okolicy i zainspirować młodszych wiekiem do aktywności.


Czarny knur - całkiem swojski - jak przystało na tubylca - spokojny i przyjaźnie nastawiony. Zareagował na listek - ale nie wiem, czy chciałby taką dietę na dłużej. 


Kanały nawadniające i odprowadzające wodę pomagają w uprawach rolnych. Nie wiem, ile minie lat - zanim dotrze tutaj XXI wiek ale póki co - musimy ich wspierać podsuwając pomysły. - Co prawa nie jest to moja specjalność - lecz, jak patrzę na to wszystko - to wiem, że pomiędzy rajem a ziemią nie ma wiele różnic - być może tylko polityka psuje wszystko. Nie angażując się jednak w politykę warto angażować się w pomoc humanitarną i solidarność z mieszkańcami Cazale. 



I znów serdeczne spotkanie. Przeżywam zawsze takie chwile, kiedy otrzymuję serdeczne słowa jako walutę na dalszą drogę. Cenne to i podnoszące na duchu. Lubię dać od siebie i otrzymać - chociażby był to gest przyjaźni. 




Szacunek w obie strony - to więcej niż pochlebstwa. Konkretna rozmowa, jakieś sugestie lub uwagi. Trudno pojąć mentalność mieszkańców Cazale, jeżeli tylko się o tym czyta - trzeba ich odwiedzić - polecieć - przygotowawszy podróż i oprzeć ją o kontakty, jakie już są - ważna jest znajomość języka - francuskiego lub kreolskiego - chociażby odrobina - ale jest to elementarna forma komunikacji. 




Przyjacielskie spotkanie na szczycie chciałoby się napisać. Jak bowiem nazwać spotkanie dwóch seniorów mających tak różne doświadczenia życiowe a jednak rozumiejących się bez wielu zbędnych słów. - Czasem gest znaczy więcej niż wylewność słów. 




Najpopularniejszą formą szybkiego przemieszczania się - jest - złapanie "stopa" - chociaż czasem tak bywa, że po przejechaniu kilkunastu kilometrów na przykład jako pasażer na motocyklu - żałuje się, że to nie sen. Jednak lepiej jechać niż te kilkanaście kilometrów iść pieszo. 

I jeszcze moment, kiedy mogę podzielić się tym, co już zrobiliśmy i zainspirować naszą ideą młode pokolenie tych, które będą wnosiły w przyszłe pokolenia pamięć o tym, że tutaj Polacy są także u siebie. 


Opuszczając Cazale nakreśliłem wiele planów - potrzeba jednak wielu ludzi - zaangażowania do tego środków i wolontariuszy - tym czasem trwajmy w tym, co jest. 

Christopher