08.11.2017

Jarmark w Cazale

Korespondencja z Haiti - nowe zdjęcia, nowe wrażenia - nowe wieści. Trochę zakatarzeni ale szczęśliwi z realizacji misji, jaką obrali. 

Kochani
W Cazale od dłuższego czasu pada deszcz. Mamy infekcję - katar nas dopadł. - Pracujemy ze wspaniałymi dziećmi. 
Porzdrawiamy 
Elizabeth & Christopher Szybiński

Specjalne pozdrowienia dla Wojtka Dąbrowskiego

Zapraszamy do oglądania nowych zdjęć

Jak nie da się inaczej - to najskuteczniej jest dogadywać się na migi lub językiem matematycznym palcowym - taka metoda ułatwia komunikację popsutą przez budowę Wieży Babel. 

Ełżbieta radzi sobie wyśmienicie zawsze i wszędzie - wykorzystując przede wszystkim zdolności lingwistyczne i komunikacyjne, które doskonali w każdej chwili. 


Pamiątkowe zdjęcie przed jarmarkiem w Cazale



Tym razem jeden z mieszkańców Cazale postanowił upamiętnić siebie - wiedząc, że trafi do galerii podróżników i na nasz blog - z czego bez wątpienia był zadowolony.


Banany jeszcze zielone - ale w sumie takie się je zrywa - bo te widywane u nas w Polsce w sklepach - to już stan bardzo zaawansowany deserowy. Tutaj natomiast w klimacie, gdzie sztucznie nic nie dojrzewa - zielone banany są na porządku dziennym z uwagi na długi okres ich przydatności do spożycia. - To tak, jak u nas z niedojrzałymi jabłkami kładzionymi w słomę i przechowywanymi całymi tygodniami.


Bazar tętni życiem, ceny przystępne a brak przepisów, jakimi obarczyła nas Polaków - Unia Europejska - tylko pozytywnie wpływa na drobny handel.


Elżbieta rozgląda się za czymś dla siebie a także za czymś na posiłki - bo jarmark cotygodniowy ale jeść trzeba. Wybór może nie największy ale atmosfera przypomina Bazar Różyckiego.



"Nie ma handel - będzie bieda - dobrze kupić - lepiej sprzedać" - targowanie się jest nie tylko miłe ale przynosi wiele pozytywnych relacji międzyludzkich. Każdy chce być zadowolony a cenę i tak ustala popyt.


Na pewno nikogo nie dopadnie grypa żołądkowa - kuchania jarmarczna, to sprawdzony sposób na zaspokojenie apatytu - tym bardziej przed południem - kiedy na jarmark trzeba było wyruszyć kilka godzin wcześniej - aby zająć dobre miejsce do handlu lub podróżować kilkanaście kilometrów, aby kupić to, co jest akurat potrzebne do życia.


Nikogo już nie dziwi widok Polaków w Cazale - ale za to miło jest poruszać się wśród ludzi mających w pamięci fakt, że to Polacy pomagali wyzwolić się zniewolonym pracownikom plantacji spod pręgieża i ustanowić własną republikę.


To nie pies - chociaż z daleka wyglądał na niesfornego psiaka. Zapewne posłuży jakiś czas gospodarzom do zaspokojenia potrzeb domowych.


Jarmark obfituje w warzywa i owoce. Na pierwszy rzut oka są bardzo egzotyczne ale spotykamy je w polskich i nie tylko polskich sklepach. Kuchnia haitańska bazuje na warzywach i mięsie. 


Może nie wiele w nich krwi polskiej - ale mężczyzna mógłby zgubić się wśród Polaków pracujących na roli. Wyglądają na małżeństwo i na pewno nie chcieliby być zapomniani przez Polskę i Polaków - dlatego uwiecznieni są w naszej galerii i zapewne pewnego dnia spotykając Polaków na Haiti przypomną sobie tą uwiecznioną chwilę z ich życia. 


Kobieca natura Elżbiety ciągnie ją do ciuszków - przydałoby się coś nowego. Ach kobiecość jest kolorowa i zawsze gotowa na wyzwania w modzie. Klimat sprzyja - jesień w Polsce a na Haiti lato w pełni. 


Któż z nas nie pamięta zabawy oponą? Jakże znajomy widok. Magia koła jest tak obecna w życiu współczesnych ludzi, że trudno sobie wyobrazić życie bez opon.


Elżbieta nadal wypatruje czegoś niecodziennego - przed nią nie umknie nic godnego uwagi.


Bydło typowe dla tego regionu świata. Wymiona nie wielkie ale mleko dają. Cenne zwierzę do kupienia za gotówkę.


Na jarmarku w Cazale nie brakuje różnorodności - krowy są obiektem zainteresowania tak wielu potencjalnych nabywców, że trudno nie zauważyć ożywienia, jakie zapanowała dookoła.


Krzysztof próbuje nawiązać przyjaźń zawsze i wszędzie. Polska naturalna serdeczność do ludzi i zwierząt jest tak naturalna w Krzysztofie, że nawet zwierzęta wyczuwają w nim sprzymierzeńca.


Krzysztof wiele widział i wiele przeżył - dlatego haitańska rzeczywistość nie szokuje go i nie dziwi - świat jest wielki a on z Elżbietą widział już każdy kontynent, okrążył wiele razy Ziemię. Tym razem idąc jarmarczną aleją w Cazale wyszukuje śladów, jakie pozostawili po sobie legioniści polscy.


Tutaj krowy nie są święte ale są cenione. 


Nie łatwe jest życie zwierzęcia jucznego - dlatego Krzysztof pochyla się nad każdym zwierzęciem, któremu Bóg dał akurat taką a nie inną dolę. Serce Krzysztofa jest twarde, gdy tego trzeba i bardzo miękkie, gdy taka potrzeba. Nic tak nie odzwierciedla natury człowieka, jak podejście do zwierząt - tych braci mniejszych, którym nie dane jest powiedzieć co czują, gdy człowiek pochyla się nad nimi i je głaszcze. Jakże sprawiedliwym jest pochylić się nad zwierzęciem i zatrzymać na chwilę kładąc serdeczną dłoń na głowie. Wzruszające i piękne. 


Dziewczęta w drodze do szkoły. 


I co tutaj napisać? - Popatrzcie sami - czy te oczy mogą kłamać? 



Elżbieta ma towarzystwo. Młode Haitanki z Cazale towarzyszą jej wiernie i na pewno oczekują wieści z Polski. Ucieszą się, gdy będą oglądały blog, że ich nie pomijamy w naszych relacjach z Haiti.


Chłopiec z drobiem. A może chłopiec z obiadem? Widać zadowolenie ze zdobyczy jarmarcznej.


Przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi. Haitańczycy chętnie nam pozują a my wzbudzamy ich zainteresowanie. Historia legionistów jest żywa w Cazale a wizyty Polaków i Polonii z innych zakątków świata - stają się dla haitańskiej ludności nie tylko atrakcją ale także okazją do wysłania w świat swoich marzeń, przekazania informacji, że są na tym świecie i cieszą się z każdej okazji zaprezentowania się Polakom czytającym ten blog.


Skojarzenia? To całkiem przypadkowa kombinacja warzywno-owocowa. 


Jarmark obfituje w owoce. Wiele z nich nadal nie gości w polskiej kuchni.



Targować się, ważyć wszystko i liczyć na sztuki. - Elżbieta jest w swoim żywiole - nie tylko potrafi negocjować ale doskonale porozumiewa się ze sprzedawcami chcącymi sprzedać więcej i szybciej to, co im przyszło przywieźć na jarmark.


Tablice upamiętniające krwawą egzekucję w Cazale 









Warto pamiętać, że na Haiti nie zawsze było i bywa radośnie i przyjemnie. Rewolucje, bunty i przewroty polityczne, jakie nawiedziły Haiti odcisnęły piętno także na potomkach polskich legionistów. Pamiętajmy o nich i o tych wydarzeniach.




Społeczny Polonijny Komitet Wspierania Polonii Haitańskiej

 Zapraszamy na podróżniczy kanał YouTube: 


Serdecznie dziękujemy Elżbiecie i Krzysztofowi Szybińskim za nowe wiadomości i zdjęcia
- życzymy Wam spokojnej realizacji tej misji oraz zdrowia. Czekamy na dalsze relacje, aby dzielić się nimi z naszymi czytelnikami. 

Maria i Sławomir - autorzy bloga.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz